Kochane pieniążki przyślijcie rodzice – czyli oszczędzanie po studencku

Kochane pieniążki przyślijcie rodzice – czyli oszczędzanie po studencku

Posted by

Miesiąc nieubłaganie zbliża się do końca, w kalendarzu jeszcze parę kartek do wyrwania. W brzuchu odzywa się znajome burczenie, czas na wyprawę do kuchni! Lodówka świeci pustkami, wszystkie znaki na niebie i ziemi mówią, że trzeba iść na zakupy. Jak to było, jak to było? Ach, no tak! Przydadzą się pieniądze. I tu zaczyna się problem… W portfelu nie ma nic prócz sterty starych paragonów, z wydruku na koncie spogląda na nas okrągłe zero. Kieszenie w dżinsach też nie okazały się być pomocne. No cóż, walka była ciężka, broniłeś się ile mogłeś, ale przeciwnik okazał się zbyt silny. Czas podkulić ogon, sięgnąć po telefon i zapytać rodziców co u nich.

Ile razy wam się to zdarzyło?

Ciężki żywot studenta. Okazuje się, że planowanie wydatków i dysponowanie pieniędzmi wcale nie jest takim prostym zadaniem. Opracowanie budżetu oprócz paru zręcznie wykonanych rachunków czyli zliczeniu czynszu, opłat i tego, co trzeba włożyć do gara, wymaga także uwzględnienia paru nieplanowanych wydatków, bo przecież nie samym chlebem żyje człowiek.

Co zatem powinniśmy zrobić, by pod koniec miesiąca nie musieć wypowiadać słynnego „Kochane pieniążki przyślijcie rodzice”?

Po co tak naprawdę oszczędzamy i czy oszczędzanie jest celem samym w sobie? Wizja trzymania pieniędzy w skarpecie zdaje się pasować do czasów młodości naszych dziadków i bardziej kojarzy się z żartem niż z właściwym oszczędzaniem.

Zanim w ogóle zdecydujemy się na oszczędzanie, musimy zastanowić się dlaczego chcemy to robić. Powodów może być kilka. Być może skłania nas do tego wyżej opisana sytuacja i systematycznie pod koniec miesiąca brakuje nam kasy. Z drugiej strony, być może pieniądze, które mamy do wydania, w zupełności nam wystarczają, ale raz na jakiś czas przez głowę przelatuje nam myśl, że można by gospodarować nimi trochę lepiej. Dobrym bodźcem do oszczędzania jest także posiadanie konkretnego celu. Jeżeli jest coś, co bardzo chcemy mieć, na czym bardzo nam zależy, ale z powodu braku pieniędzy nie możemy sobie na to pozwolić, to nagle okazuje się, że jakimś magicznym sposobem jesteśmy w stanie zacisnąć zęby i uzbierać na bilet na nasz wymarzony koncert, albo tę szałową sukienkę, która za każdym razem spogląda na nas ze sklepowej wystawy.

Bardzo częstym problemem jest brak kontroli tego, ile w rzeczywistości wydajemy. Przeważnie robimy zakupy za niewielkie kwoty, tu dycha, tam dwie, aż w końcu wita nas puste konto. Warto zatem w jakiś sposób zapanować nad tym, ile naprawdę wydajemy. Przydatne może się okazać prowadzenie „domowej księgowości” albo ustalenie dziennego limitu. Jeżeli będziemy się trzymać kwoty, którą możemy wydać dziennie, tygodniowo, będzie nam łatwiej kontrolować ile pieniędzy wypływa z naszego portfela. Trzeba to dostosować indywidualnie, wszystko zależy od naszych nawyków. Jedni robią zakupy codziennie, inny raz w tygodniu, ważne żeby wyczuć, jaka forma panowania nad wydawaniem najbardziej nam odpowiada.

Oprócz kontroli wydatków można też zamienić się w prawdziwego łowcę okazji (to, co ja osobiście lubię najbardziej), czyli polować na promocje. Nie chodzi o to, żeby nagle obsesyjnie ładować do koszyka wszystko z napisem „PROMOCJA”. Czasami warto jednak sprawdzić, czy nasze ulubione produkty nie są właśnie w obniżonej cenie. Parę złotych zaoszczędzanych regularnie na szamponie do włosów czy piance do golenia mogą w dłuższej perspektywie utworzyć niezłą sumkę na małe przyjemności.

Strony: 1 2

Autor:
Aleksandra Piotrowska
Uniwersytet Wrocławski
Wydział Nauk Społecznych
Instytut Filozofii

Leave a Reply

Your email address will not be published.